—  1  —

I. KRYZYS FORTYFIKACJI STAŁEJ.

Jednem z następstw wojny światowej 1914 - 18 roku jest zachwianie wiary w wartość i celowość fortyfikacji stałej.
Jesteśmy świadkami szybkiego upadku całego szeregu twierdz, częstokroć nawet pierwszorzędnych; widzimy szybkie zawalenie się całych systemów fortyfikacyjnych.
Przedewszystkiem twierdze belgijskie nie wytrzymują uderzenia podczas szybkiego marszu Niemców w 1914 r. Padają w szybkim po sobie czasie: Leodjum (Liege), Namur i Antwerpja, a tern samem upada cały belgijski system fortyfikacyjny, składający się wyłącznie z tych twierdz odosobnionych. W tym czasie upada francuska twierdza graniczna Maubeuge. W roku 1915 padają, przy niewielkim wysiłku ze strony przeciwnika, twierdze Modlin, Kowno i Brześć Litewski, przyczem ostatnia forteca nie jest prawie broniona. W tym samym roku pada Przemyśl, twierdza ufortyfikowana starannie według ostatnich słów techniki przedwojennej, a zdobyta zostaje nie tylko przez przeciwnika niżej technicznie wyposażonego, ale nawet mniej licznego od załogi oblężonej.
W ręce zwycięzców wielokrotnie dostają się olbrzymie ilości materjału wojennego oraz dziesiątki, nieraz nawet setki tysięcy jeńców. W Maubeuge zdobycz wynosi 350 dział i 40.000 jeńców, w Modlinie 700 dział i 85.000 jeńców, w Przemyślu 900 dział i 118.000 jeńców.
Wyprowadzenie w pole przez Niemców i Austrjaków ruchliwej artylerji oblężniczej, o kalibrach 305 i 420 milimetrów, jest prawdziwą niespodzianką. Skutki tej artylerji przeciwko fortom wydają się być piorunujące; sklepienia podwalni i pancerze w wielu wypadkach nie wytrzymują potężnych uderzeń pocisków, któ-


—  2  —

re szerzą straszliwe spustoszenie; wstrząs moralny, któremu ulegała załoga fortów podczas bombardowania, bywał nieraz tak wielki, pobyt w forcie nawpół zatrutym gazami, oślepionym, nie mogącym reagować na uderzenie, tak utrudniony, że załoga poddawała się niejednokrotnie już po kilkugodzinnem lub parodniowem bombardowaniu. Utrwala się przekonanie że nic się nie oprze działaniu wszechpotężnej artylerji najcięższej, przekonanie starannie zresztą urabiane przez Niemców, tej artylerji wynalazców i właścicieli.
Podnoszą się i potężnieją głosy przeciwników fortyfikacji stałej. Stawiane są przedewszystkiem zarzuty natury taktycznej: poco budować forty, które nie wytrzymują uderzeń pocisków, które swej roli na polu bitwy nie są w stanie spełnić? Przytem częstokroć forty są utożsamiane z fortyfikacją stałą, która rozlatuje się wówczas tak samo łatwo pod słowami pobieżnych krytyków, jak niektóre kiepskie forty pod uderzeniami potężnych pocisków. Stawiane są ponadto zarzuty natury strategicznej: poco budować twierdze, które doprowadzają całe armje do upadku, do dostania się do niewoli? Wszak wojna współczesna to wojna polowa; w polu powinno być wywalczone zwycięstwo, a zabraknie być może do niego tych setek tysięcy żołnierzy, którzy w twierdzach zostali bądź uwięzieni, bądź wzięci do niewoli. I znowu, słuszne poniekąd zarzuty co do twierdz zamkniętych, zostają uogólnione na całą fortyfikację stałą, podczas kiedy właściwie dotyczą tylko jednej z jej form, przeżytej już i niedoskonałej.
W ten sposób potężnieje i utrwala się myśl niechętna fortyfikacji stałej, która potrafi rozbroić twierdzę Verdun w przededniu natarcia niemieckiego, a która potrafiłaby i w przyszłości, wytrącić z ręki działającemu w polu to narzędzie walki, jakiem jest fortyfikacja stała. Ogólne wrażenie, niechętne fortyfikacji stałej, spotęgowanie jest faktem powojennego kryzysu gospodarczego i finansowego; w wielu krajach brak pieniędzy na najniezbędniejsze potrzeby, na uzbrojenie armji polowej, tern bardziej na wątpliwej co najmniej wartości fortyfikację.
Naukowa obrona przeciwnego stanowiska początkowo milczy. Zaskoczeni masą nowych zjawisk, sami fortyfikatorzy przycichają w pierwszych latach po wojnie, jakgdyby byli ogłuszeni jeszcze wybuchami druzgocących, olbrzymich pocisków.
Strategowie milczą również.
Następuje kryzys fortyfikacji stałej, być może katastrofa.


—  3  —

W Polsce fortyfikacja stała jest tematem "o którym się nie mówi".
Dopiero z biegiem czasu, poświęconego na sumienną analizę wypadków i zjawisk, zaczynają się odzywać głosy nadwątlające pojęcia niechętnej opinji, rewidujące zbyt pośpiesznie wydane wyroki, sympatyzujące z nowemi projektami i rozwiązaniami, wnoszące pewien powiew świeżej myśli w zamarłą już pozornie dziedzinę.
Zanim rozpatrzymy słuszność zarzutów, stawianych fortyfikacji stałej, zrobimy krótki rzut oka na nią w perspektywie historycznej i stwierdzimy że obecny kryzys bynajmniej nie jest pierwszy.
W ciągłej walce pocisku z pancerzem, środków natarcia z urządzeniami obronnemi, fortyfikacja stała przechodziła już niejednokrotnie kryzysy, zawsze wychodząc z nich zwycięsko i dostosowując się do nowych sposobów natarcia.
Czyż nie przechodził kryzysu zamek średniowieczny o wysokich murach i wieżach z chwilą wynalezienia prochu i rozwoju pierwszej artylerji? Mury jego się obniżają, znikają w ziemi, w fosach, pokrywają się nasypami ziemnemi; zamek znika, lecz istnieje nadal fortyfikacja stała w swej nowej formie, jako fortyfikacja wałowa.
A gdy rozwój sposobów natarcia poszedł tak daleko, że ta fortyfikacja o płytkim co do głębokości froncie nie wytrzymała uderzeń przeciwnika, gdy dalszy rozwój artylerji stawał się niebezpieczny dla jej wałów i murów, wówczas, w czasach Vaubana, powstaje cały szereg dzieł pośrednich w rowach fortecznych, które chronią te mury i wały i zapewniają obronie odpowiednią głębokość.
Gdy donośność artylerji wzrośnie, zobaczymy poszczególne dzieła odrywające się od obwodu i umieszczane nazewnątrz. Pod wpływem myśli Montalemberta powstają w końcu XVIII stulecia odosobnione forty zewnętrzne. Ten zewnętrzny pierścień odsuwa się coraz bardziej w miarę jak rośnie donośność artylerji oblężniczej, zwłaszcza z wynalezieniem dział gwintowanych.
Lecz szczególnie ostry kryzys przeżywała fortyfikacja stała w okresie około 1885 roku. Do tego czasu fortyfikacja łatwo dostosowywała się do potęgi środków natarcia; równowaga pomiędzy temi środkami a obroną była stale zachowywana. Równowagę tą nagle naruszyło wynalezienie i zastosowanie dwóch pocisków: minowego i szrapnelowego. Szczególnie niebezpiecznym okazał się pocisk minowy. O ile szrapnel uniemożliwiał tylko obsługiwanie dział na wałach fortów, o tyle pocisk minowy burzył wszel-


—  4  —

kie ówczesne urządzenia fortyfikacyjne: przebijał on sklepienia wszelkich schronów i podwalni, przewracał mury. Wszystko, co było dotychczas zbudowane, stało się, za jednym zamachem, nieomal bezwartościowe. Powstał kryzys znacznie ostrzejszy od obecnego, a który, jeżeli minął niepostrzeżenie dla opinji publicznej, dlatego tylko, że nie był wynikiem wielkiej wojny i wielkich, rzeczywistych przewrotów, lecz wynikiem doświadczeń i prób naukowych. Fortyfikacja stała musiała szukać wyjścia drogą daleko idących przeobrażeń; wyrzucono artylerję po za forty, wprowadzono do budowy nowe tworzywa: beton, żelazo i stal. Powstają forty betonowe i żelazo- betonowe, w których pozostaje tylko mała część dawnej artylerji, pod kopułami pancernemi, gdzie pozostaje jednakże nadal odsłonięte stanowisko piechoty.
Zagadnienie odporności zostało rozwiązane i kryzys jeszcze raz przezwyciężono.
Czyżby obecny kryzys miał być trwały i nieodwołalnie skuteczny?
Spokojniej odpowiemy na to pytanie, gdy uprzytomnimy sobie, na podstawie powyższego krótkiego studjum historycznego, że fortyfikacja dotychczas zawsze wychodziła zwycięsko z kryzysów, wywołanych rozwojem środków natarcia, że ewolucji tych środków przeciwstawiała własną ewolucję.
Obecny kryzys, w perspektywie historycznej, jest tylko jednem ogniwem w ewolucji fortyfikacji stałej. Przetrwa ona ten kryzys, tak jak przetrwała poprzednie, tem łatwiej, że szereg zarzutów, przeciw niej skierowanych, nie może się oprzeć szczegółowemu badaniu rzeczywistości.

II. WARTOŚĆ FORTYFIKACJI OSTATNIEJ DOBY.

Stwierdziwszy prawo ewolucji fortyfikacji stałej możemy teraz spokojnie przystąpić do analizy jej wartości. Rozpatrzymy przedewszystkiem dziedziny zarzutów natury taktyczno- technicznej.
Błędne jest mniemanie, że fortyfikacja stała nie jest w stanie wytrzymać uderzeń nieprzyjaciela. Jej ciężkie objekty są w stanie opierać się działaniu pocisków. Mniejsze chronią się skutecznie rozproszeniem i zamaskowaniem w terenie. Poszczególne forty wykazały, w wielu wypadkach, godną podziwu wytrzymałość na działanie pocisków. Zawiodły wprawdzie forty belgijskie, niemniej jednak późniejsze szczegółowe


—  5  —

badania wykazały, że zniszczenia nie były znowu tak potężne, jak to pierwotnie podawały źródła niemieckie.
Lecz fortyfikacja belgijska nie stała na odpowiednim poziomie techniki.
Sklepienia betonowe nie posiadały odpowiedniej grubości; ponadto beton pył lichego gatunku; pancerze również były zbyt cienkie. Beton belgijski zawierał tylko 250 kg cementu na 1 metr sześcienny, podczas gdy beton francuski - 400 kg. Sklepienia i pancerze francuskie były grubsze. Ponadto dokładna kontrola techniczna inżynierji francuskiej dawała gwarancję rzeczywiście doskonałego wykonania.
W wyniku te z fortów francuskich, które posiadały urządzenia odpowiednio nowoczesne, wytrzymują najcięższe bombardowania. Szczególną wytrzymałość wykazują forty twierdzy Verdun. O sile bombardowań pod Verdun niech świadczy np. ilość pocisków, która spadła na fort Moulainville: 330 kalibru 420 mm, 770 o kalibrach 305, 280 i 210 mm wydłużonych, 4700 pocisków o kalibrach 210, 150 i 130 mm. A pomimo to dwie wieże pancerne tego fortu strzelały przez sześć miesięcy, przyczem wieża z działem 155 mm dała 6000 strzałów, a wieża z działem 75 mm - 12.000 strzałów. Fort Douaumont otrzymał 120.000 pocisków różnych kalibrów, przyczem jedno tylko sklepienie zostało przebite, lecz było to w miejscu, gdzie grubość betonu była wyjątkowo mała. Na sąsiednim forcie Vaux, ani na forcie Tavannes, sklepienia koszar nie zostały nigdzie przebite. Pancerze zostały na ogół nieuszkodzone. To też forty Verdun były uważane przez oddziały walczące za najlepsze schrony na polu bitwy.
Jeżeli weźmiemy pod uwagę ilość i intensywność bombardowań pod Verdun, jeżeli uprzytomnimy sobie, że dwa wielkie państwa przez szereg miesięcy poważną część swojej produkcji amunicyjnej wystrzeliwały na ograniczonym obszarze tej twierdzy, to zgodzimy się że forty zdały egzamin swojej wytrzymałość. I dzisiaj jeszcze, pośród pól zupełnie zrujnowanych, wyglądem swym przypominających krajobraz księżycowy, oczom widza ukazują się wielkie, dumnie sterczące masywy fortów. Douaumont i Vaux; a wewnątrz nich istnieją urządzenia nadal zdolne do użytku.
Natomiast skutki ognia artyleryjskiego wykazały zupełną bezwartościowość odkrytych stanowisk piechoty na fortach. Fort będzie mógł na przyszłość działać tylko z wewnątrz zapomocą swych


—  6  —

dział i karabinów maszynowych z wież pancernych i tradytorów 1).
Jeżeli więc poszczególne objekty fortyfikacyjne mogą się opierać skutecznie i działać pomimo najcięższego ognia, powstaje pytanie, czy twierdza jako całość może się bronić z powodzeniem. Mamy tu do zestawienia dwa fakty sprzeczne: z jednej strony upada cały szereg twierdz, a pomiędzy niemi Przemyśl z fortami niezniszczonemi, z drugiej strony mamy przykład Verdun, jako twierdzy niezdobytej, pomimo największych wysiłków przeciwnika. Przykład zresztą nie jest jedyny: we wrześniu 1914 r. Niemcy dwukrotnie nacierają na kurtynę fortów zaporowych na południe od Verdun, usiłując twierdzę tę obejść od południa; spotyka ich zupełne niepowodzenie.
Lecz istnieje wielka różnica pomiędzy twierdzami, które upadły, a systemami fortyfikacyjnemi, które wytrwały. Twierdze, które upadły, - to twierdze osaczone, bądź odosobnione; Verdim zaś oraz kurtyna fortów zaporowych na południe od tej twierdzy nigdy nie były odcięte i były bronione przez armje polowe, które w fortyfikacji stałej znalazły odpowiednie oparcie. Twierdza osaczona, choćby jej forty wytrzymywały jak najlepiej działanie nieprzyjacielskich pocisków, nie jest w stanie bronić się przez czas dłuższy, ze względu na szybkie wyczerpanie się zapasów amunicji oraz sił ludzkich.
Zrozumiemy to, gdy uprzytomnimy sobie, że pod Verdun, podczas siedmiu pierwszych miesięcy bitwy, artylerja francuska wystrzeliła 23 miljony pocisków, co stanowi przeciętnie 100.000 pocisków dziennie; że musiano wymienić 2700 luf działowych, zużytych lub uszkodzonych; że w bitwie tej poległo 400.000 Francuzów i 500.000 Niemców, że dzienne straty wynosiły około 2200 ludzi. Współczesna bitwa musi być stale zasilana dopływem amunicji, broni, różnego sprzętu, żywności, a w razie przeciągania się świeżemi oddziałami, które zluzują już zużyte i przemęczone; również niezbędne jest odsyłanie do tyłu rannych i chorych.
To też pod Verdun "Voie Sacree", jedyna droga, która służyła do zaopatrywania i ewakuacji, przedstawiała obraz nieustannego ruchu; przeszła nią, w różnych czasach, cała nieomal armja francuska, idąc bronić świętej sprawy. Czy możemy wyobrazić sobie twierdzę osaczoną, istniejącą dłuższy czas w podobnych warunkach bez zaopatrywania i ewakuacji? Twierdza Verdun roz-
_______
1) Tradytor - podwalina z działami strzelającemi przez strzelnice w ścianie ogniem bezpośrednim. Konieczność ukrycia tej ściany i jej osłony przed pociskami nieprzyjaciela pozwala zazwyczaj tylko na ogień ukośny, flankujący, na korzyść sąsiadów.


—  7  —

porządzała w chwili mobilizacji 600.000 pocisków; licząc nawet zmniejszone zużycie amunicji mogłaby trwać zaledwie parę tygodni.
Charakterystyczny jest też przykład Przemyśla, który trwa wprawdzie około czterech miesięcy, gdyż przeciwnik nie posiada wystarczającego dla natarcia sprzętu, i który poddaje się wreszcie z wyczerpania i głodu. Stąd wniosek, że twierdza pierścieniowa, dająca się odciąć, jest skazana na zagładę w krótszym lub dłuższym czasie. Jest ona przeżytkiem wobec przeciwnika dobrze uzbrojonego i stojącego wysoko pod względem technicznym. Jest ona złą formą użycia fortyfikacji stałej. Lecz sama fortyfikacja dała jednak dowody swej wytrzymałości i musi poszukać sobie nowych form.
Lecz nietylko fortyfikacja stała, mniej lub więcej dobrze użyta, wykazała wielką wytrzymałość. Podczas wojny światowej jesteśmy świadkami powstawania nowego rodzaju fortyfikacji, którą nazwiemy półstałą, a której przełamanie staje się problematem nierozwiązalnym podczas prawie czterech lat wojny. Fortyfikacja półstała powstawała przeważnie samorzutnie i stopniowo wskutek ciągłego ulepszania fortyfikacyj polowych. Skromna początkowo fortyfikacja polowa rozbudowywała się niepomiernie w miarę czasu. Rozmiary przeszkód z drutu kolczastego rosły nadzwyczajnie; zjawiały się schrony dla załóg, wytrzymujące nieraz pociski artylerji ciężkiej średnich kalibrów; powstawały liczne schrony bojowe dla karabinów maszynowych, a nawet dla dział; zjawiły się: beton i żelazo; powstawały nowei liczne pozycje, położone po za pierwszemi linjami; teren zapełniał się powoli masą objektów fortyfikacyjnych, nieraz bardzo silnych. To nie była już fortyfikacja polowa, lecz nowy rodzaj fortyfikacji o niesłychanej wytrzymałości i elastyczności - fortyfikacja półstała, zawdzięczająca swoją wytrzymałość na uderzenia nie tyle sile poszczególnych objektów, ile ich mnogości i rozproszeniu w terenie. Samorzutny sposób jej powstania nie wyklucza, że może ona być zawczasu celowo budowana, czego przykładem choćby słynna pozycja Hindenburga, przygotowana jako druga strefa oporu armji niemieckiej.
Przejdźmy teraz do zarzutów natury strategicznej.
Że fortyfikacja stała nie wypełniła tych nadziei, które w niej pokładali strategicy, zarzut to w znacznej mierze słuszny w odniesieniu do fortyfikacji belgijskiej, rosyjskiej lub austrjackiej


—  8  —

Ale znowu mamy tu do czynienia z fortecami odosobnionemi, nie wchodzącemi w skład poważnych, ciągłych systemów.
Że tak się stanie, można było przewidzieć jeszcze przed wojną, ściśle analizując całokształt dzisiejszych warunków działania; lecz trzeba było dopiero wielkiej wojny, ażeby z brutalną jaskrawością udowodniła, że twierdze zamknięte celom swym nie odpowiadają.
Utrzymując i rozwijając, przed wojną światową, system twierdzy odosobnionej, popełniano błąd, pracowano w fałszywym kierunku, gdyż, pomijając trudność obrony takiej twierdzy pod względem taktyczno - technicznym, co mieliśmy już sposobność stwierdzić, stała się ona poza tem prawie bezużyteczna.
Nie tak było w dawniejszych czasach, gdy twierdza zamknięta wypełniała pokładane w niej nadzieje. Średniowieczny zamek był pewnem i niezbędnem schroniskiem dla feodała.
Twierdza vaubanowska chroniła dobrze niezbyt ludne miasto i przecinała nieliczne drogi swej epoki; szereg takich twierdz mógł przeciąć wszystkie komunikacje, utrudniając wtargnięcie w głąb kraju przeciwnika. Nieliczne ówczesne armje musiały się poważnie liczyć z istnieniem na tyłach lub na flankach stosunkowo poważnych załóg fortecznych oraz oddziałów, które w twierdzach mogły znaleźć schronienie.
Za czasów Napoleona twierdza nie ma już na celu przecięcia komunikacyj bardzo licznych w tej epoce. "Czy jest możliwe", powiada Napoleon, "obmyślić wojnę bez twierdz ? Powiadam że nie. Bez twierdz - magazynów nie można stworzyć dobrych planów kampanij, a bez obozów warownych, które nazwę "polowemi", t. j. zabezpieczonych przed huzarami i partjami, nie można robić wojny zaczepnej". A więc twierdza staje się z jednej strony gospodarczą podstawą działań, zabezpieczoną przed napadem, - z drugiej strony zapewnia wyjście zaczepne, najczęściej jako przedmoście, ułatwiając w ten sposób manewr.
Lecz czasy się zmieniły. Armje obecne rozrosły się do olbrzymich rozmiarów; byle jakie magazyny nie wystarczą. Z drugiej strony rozwój kolei żelaznych i samochodów powoduje łatwość i szybkość w zaopatrywaniu. Już nie na magazynach opierają się armje nowoczesne: cały kraj staje się ich magazynem.
Manewr, wychodzący z twierdzy, staje się dzisiaj trudniejszy niż za czasów Napoleona, gdyż z powodu znacznego wzrostu liczebności wojsk, przestrzeń wolna, zwłaszcza w krajach zachód-


—  9  —

nich, bardzo się zmniejszyła. Debuszując poza tem większemi siłami, musimy mieć obecnie poważny front rozwinięcia, którego byle jaka twierdza udzielić nam nie będzie w stanie, a przytem debuszowanie to w żadnym wypadku nie będzie mogło wyjść z twierdzy osaczonej. Walka, przy obecnych przynajmniej środkach natarcia, posiada charakter znacznie więcej przewlekły niż za napoleońskich czasów; środki łączności i środki transportowe nieprzyjaciela są znacznie lepsze niż dawniej; przeciwnik będzie miał niejednokrotnie więcej niż dawniej czasu i możności przeciwdziałania wychodzącemu z twierdzy manewrowi o rozmiarach ograniczonych. Manewr taki będzie miał znacznie większe szanse powodzenia, gdy będzie wychodził z obszernych rejonów ufortyfikowanych, zasilanych swobodnie od tyłu; będzie mógł posiadać rozmiary, i siłę, które mu pozwolą na pokonanie trudności walki i uzyskanie zaskoczenia i szybkości niezbędnych cech każdego manewru.
Jeżeli idzie o zamknięcie komunikacyj zapomocą twierdz odosobnionych, to musimy zgodzić się, że w poszczególnych wypadkach, gdy komunikacje te stwarzają nieliczne węzły, nie dające się wyminąć, rzecz może nam się udać, lecz tylko na czas trwania obrony twierdzy osaczonej. Widzieliśmy jednak, że zazwyczaj twierdza taka długo trzymać się nie będzie mogła. Leodjum i Namur to typowe przykłady twierdz, zamykających komunikacje, lecz obrona ich trwa zaledwie 3 dni. Maubeuge i Przemyśl dają nam przykłady niekompletnego zamknęcia komunikacyj. Niemcy wymijają Maubeuge i idą do bitwy nad Marną. Przemyśl nie przeszkadza Rosjanom walczyć i trwać przez całą zimę w Karpatach i na froncie od Gorlic aż po Wisłę.
Dzisiaj, gdy chcemy przeciąć komunikacje, gdy chcemy ochronić pewną część kraju - magazynu i kraju - wytwórni, odosobnione twierdze nie wystarczą. Potrzebna jest natomiast fortyfikacja wyciągnięta w strefę ufortyfikowaną.
Dobry przykład takiej fortyfikacji stałej, która zwycięsko przetrwała próbę wielkiej wojny, dała nam fortyfikacja francuska.
Stanowiła ona pewien system, którego twórcą po r. 1870 był generał Seré de Rivierè. Swoją myśl przewodnią zawarł gen. de Rivierè w następujących słowach: "uzupełniając właściwości obronne okolic poprzerzynanych zapomocą dzieł fortyfikacyjnych, opanowując te rzadkie linje komunikacyjne, które je obsługują, jasne jest, że zwróci się masy nieprzyjacielskie do okolic otwartych; uda się w ten sposób określić te części granicy, ku którym zwrócą


—  10  —

się pierwsze wysiłki nieprzyjaciela i uregulować niejako wejście do walki jego armij".
Mamy więc w systemie generała Seré de Rivierè, rozciągniętym wzdłuż granicy niemieckiej, strefy ufortyfikowane i strefy otwarte. Strefy ufortyfikowane są to: strefa Verdun - Toul, składająca się z twierdz Verdun i Toul oraz szeregu fortów zaporowych "wyżyn Mozy", i strefa Epinal - Belfort, składająca się również z dwóch twierdz oraz szeregu fortów zaporowych (p. szkic Nr. 1).1)
Pomiędzy obydwiema strefami ufortyfikowanemi zapomocą twierdz i zasłon zaporowych istnieje luka Charmes; druga luka Stenay istnieje na północy, pomiędzy Verdun a granicą belgijską.
Fortyfikacja ta nie była bez braków: duża część fortów zaporowych nie była utrzymywana stale na poziomie postępów sztuki inżynieryjnej; forty zaporowe kurtyn Verdun - Toul i Epinal - Belfort były zbyt odległe jedne od drugich (około 10 kilometrów), przez co ich współdziałanie było problematyczne; forty zaporowe kurtyny Verdun - Toul były zbudowane w dolinie rzeki, pozostawiając nieprzyjacielowi doskonałe obserwatorja wyżyn Mozy.
Lecz pomimo swej niedoskonałości fortyfikacja ta odegrała swoją rolę i to w stopniu znacznie większym, niż przewidywał sam jej twórca.
Przedewszystkiem wywarła ona decydujący wpływ na niemieckie plany wojny przeciw Francji. Pierwszy plan Schlieffena, szefa niemieckiego Sztabu Generalnego polegał na natarciu dwóch mas: jednej przez lukę Charmes, a drugiej przez lukę Stenay, przytem druga masa tylko w nieznacznym stopniu zawadziłaby o terytorjum luksemburskie i belgijskie.
Lecz w miarę biegu czasu plan ten ulega modyfikacji: nowoczesne armje wymagają szerokiego rozwinięcia, tymczasem brak na nie miejsca w pięćdziesięciokilometrowej luce Charmes i w podobnie wąskiej luce Stenay. Frontowa walka wielkich mas na tak małych przestrzeniach może łatwo przeciągnąć się w walkę pozycyjną. Nie chce takiej walki Schlieffen, który musi działać szybko, by mieć czas zwrócić się przeciwko Rosji. Stwarza więc nowy plan, w którym natarcie przez lukę Charmes odpada; całość wojska niemieckiego natrze na północ od Verdun, poprzez Luksemburg i Belgję, stale zachodząc swojem silnem prawem skrzydłem. Plan ten z pewnemi zmianami został przyjęty przez następcę Schlieffena, Moltkego i doczekuje się wykonania w roku 1914.
_______
1) Podany jako załącznik.