|
— 21 —
gazować pewne części swej pozycji, utrudniając wtargnięcie i pobyt w niej nieprzyjaciela.
Nadmienić należy, że system ten wymaga wielu specjalistów: strzelców maszynowych, artylerzystów, mechaników, elektrotechników i t.p., to jest specjalnych oddziałów fortecznych, co w nowoczesnej fortyfikacji stałej jest nieuniknione.
Ale układ Lévêque'a również nie jest bez wad.
Przedewszystkiem nie mamy pewności, czy łatwo będzie wyrzucić nieprzyjaciela, który wtargnie w obronę stałą, pomimo potęgi ognia kwartału. Jeżeli nie uda się wyrzucić go, to kopiąc słabe podkopy, wysadzi on łatwo w powietrze schrony obrony stałej, obrony, która z wewnątrz schronów nie będzie mogła reagować na te podziemne działania. Ażeby mu przeszkadzać w tych pracach, obrona ruchowa będzie musiała wtargnąć na dłuższy okres w obronę stałą, przyczem wytworzy się walka pozycyjna w pasie obrony stałej. Obecność w tym pasie piechoty nieopancerzonej nie pozwoli nadal wyzyskiwać całokształtu ogni kwartału; ogień dotychczas ześrodkowywany stanie się mniej lub więcej rozproszony.
Tak czy inaczej piechota będzie zużywała się czyto w przeciwuderzeniach, czy w walce pozycyjnej na przedpolu śród szańców - fortów, chroniąc niejako swą piersią - pancerze. To wysunięcie piechoty przed fort, czyli siły żywej przed pancerz, jest niewątpliwie ujemną stroną pomysłu.
Ale jest jeszcze inna strona, niemniej ujemna: to kolosalny koszt, jaki pociągnie za sobą masowe i gęste wprowadzenie pancerzy, oraz bardzo licznych komunikacyj podziemnych. Chodniki podziemne, jak wykazały doświadczenia z bombardowań ostatniej wojny, albo muszą przebiegać bardzo głęboko pod ziemią (8 do 12 metrów), albo muszą być zabezpieczone bardzo potężnem obetonowaniem. W obydwóch wypadkach koszta są bardzo wielkie.
W każdym razie układ gen. Lévêque'a uznać należy za spoisty, ciągły, zapewniający mocną, nieustępliwą obronę.
Pomysły Culmanna i Charriou.
Pułkownik Culmann zachowuje koncepcję kwartału gen. Lévêque'a, nie wypowiadając się zresztą w sprawie podziału obrony na stałą i ruchową. Jednak kwartały nie mają się łączyć ze sobą. Przeciwnie, będą one od siebie oddalone przerwami, których wielkość, zależnie od terenu, będzie wynosiła około 3500 metrów.
— 22 —
Kwartał w ten sposób staje się obszernym punktem oporu, odgrywającym rolę dawnego fortu i flankującym przerwy (interwały). Culmann nie wierzy w możność wypełnienia zadań flankujących przez fort, w którym wszystkie środki są skoncentrowane i który, zdaniem jego, łatwo może być co najmniej oślepiony i uczyniony niezdolnym do walki. Punkt oporu, zabudowany na podobieństwo kwartału Lévêque'a zapomocą licznych schronów bojowych, obserwatorjów, schronów dla załóg, posiadający podwalnie flankujące (tradytory) i mocny śródszaniec, - będzie nowoczesnym fortem o elementach rozproszonych, a więc mało dosięgalnych dla artylerji przeciwnika.
Ten punkt oporu będzie musiał się różnić od kwartału Lévêque'a strukturą swoich ogni: o ile ognie kwartału działały przedewszystkiem wewnątrz niego, o tyle tutaj trzeba będzie zwrócić baczną uwagę na ognie flankujące przerwy. Przerwy pomiędzy punktami oporu będą zabudowane zapomocą fortyfikacji półstałej, której ciężkie elementy będą wykonane za czasów pokojowych.
Punkty oporu miałyby zawczasu przygotowaną załogę w postaci bataljonów fortecznych, posiadających licznych specjalistów. Przerwy zajmowane byłyby przez normalne dywizje piechoty.
Na dziesięć kilometrów frontu obronnego wypadałyby dwa punkty oporu o szerekości 1500 metrów każdy i dwie przerwy po 3500 metrów.
Projekt ten zasługuje na baczną uwagę. Sprowadza on w dziedzinę praktyczną pomysł gen. Lévêque'a.
Natomiast nie jest również bez wad. Należy się spodziewać że nieprzyjaciel, zmuszony do zlikwidowania przeszkadzających mu wysuniętych punktów oporu, skoncentruje na nich swoje wysiłki zapomocą natarć piechoty na bliską odległość. A wówczas w punktach tych będą się odbywały ciężkie walki, zużywające siłę własnej piechoty na przedpolu opancerzonych środszańców. Będzie to wciąż osłona pancerza siłą żywą.
Generał Charriou proponuje znacznie większe rozsunięcie ośrodków obrony. Ośrodki te miałyby bardzo duże rozmiary: około 4 do 5 km frontu i około 4 km głębokości i byłyby zabudowane zapomocą fortyfikacji półstałej.
Przerwy pomiędzy ośrodkami odpowiadałyby możności flankowania ich ogniem działowym na wielką odległość; wynosiłyby więc aż 6 do 8 km.
— 23 —
Każdy ośrodek oporu i połowa sąsiednich przerw stanowiłaby odcinek jednej dywizji piechoty, jednakże niewątpliwie pewna ilość specjalistów, choćby dla dział flankujących, byłaby wskazana.
Układ ten jest mało spoisty. Istnieje niebezpieczeństwo, że obrona szybko rozproszy się w niezabudowanych przerwach, które, z powodu swych rozmiarów i braku fortyfikacji, będą dostępne dla poważnych wtargnięć nieprzyjaciela. W wyniku: w przerwach ciężkie walki zużywające własnej piechoty, pozbawionej osłony wobec zwykłej przewagi nacierającego. Nie jest wykluczone, że nieprzyjaciel, zdobywszy dany ośrodek lub jego flankujące części, i wyzyskując sąsiednie przerwy, potrafi doprowadzić do łatwego przełamania pozycji.
System ten więc nie zapewnia ekonomji sił i daje pole dla wielu niespodzianek.
Nie uzyskał on szerszego rozgłosu.
Przytaczam go tutaj tytułem sprawozdawczym, jako jedną z prób rozwiązania zagadnienia fortyfikacji stałej zapomocą rozproszenia, i rozciągnięcia zbyt daleko, w tym wypadku, posuniętego.
Myśli Brunnera.
Generał austrjacki Maurycy v. Brunner należy do bezwzględnych zwolenników drobnych elementów fortyfikacyjnych, rozproszonych w terenie. Szybko i może zbyt pobieżnie załatwia się z większemi budowlami betonowemi i opancerzonemi, którym zbyt pochopnie odmawia wartości i wytrzymałości na pociski.
Swego szczególnego systemu nie stwarza. Jego pozycja ufortyfikowana, to szereg elementów fortyfikacyjnych (schronów bojowych dla k. m., podwalni flankujących dla dział t. j. tradytorów, schronów dla załóg, opancerzonych schronów obserwacyjnych) dostosowanych do terenu i ugrupowanych w głąb w pasie około 1000 m głębokości.
Pancerze są gęsto stosowane. Komunikacje podziemne uważane są raczej za wyjątek. Pojęcie kwartału nie jest wprowadzone; zastępuje je pojęcie zwykłego pododcinka bataljonowego.
Przeszkody i rowy zostaną zbudowane dopiero w okresie mobilizacji.
Mamy tu do czynienia z fortyfikacją półstałą, a właściwie, biorąc pod uwagę wielką ilość pancerzy i masowe użycie betonu, oraz staranność w projektowanem wykonaniu poszczególnych budowli, z fortyfikacją półstałą wzmocnioną. Uwagi, podane wyżej
— 24 —
co do fortyfikacji półstałej, odnosić się mogą w zupełności do pomysłu gen, Brunnera 1).
Pod względem położenia pozycji w terenie, jej przebiegu w stosunku do punktów obserwacyjnych artylerji, pod względem poglądów na ugrupowanie elementów ogniowych piechoty i na sposób walki, myśli gen. Brunnera są odzwierciedleniem niemieckich instrukcyj: "Dowodzenie i walka broni połączonych" oraz "Instrukcja o fortyfikacji polowej".
_______
1) W swoim artykule p. t. "Fortyfikacja stała w terenie manewrowym" (Bellona, lipiec 1927 r.) gen. Brunner daje przykład takiej silnej pozycji półstałej. Na specjalną uwagę zasługują: sposób umieszczenia pozycji w terenie, szczegóły techniczne, odnoszące się do dobrych i tanich schronów bojowych, zwłaszcza schronów pancernych dla karabinów maszynowych, a przedewszystkiem duża realność projektu.
— 25 —
Układ Chauvineau.
Pomysły dotychczas przez nas przestudiowane mają jedną wspólną cechę; jest nią usiłowanie zabezpieczenia środków walki przed druzgocącym ogniem artylerji zapomocą rozproszenia ich w terenie. W ten sposób powstało pojęcie punktu oporu, jako fortu rozproszonego w terenie.
Pułkownik Chauvineau, b. profesor Ecole Supérieure de Guerre w Paryżu, energicznie przeciwstawia się tym pomysłom. Myśli jego, będące wynikiem starannych i drobiazgowych studjów nad zachowaniem się rozlicznych elementów fortyfikacyjnych w czasie walki, zasługują na szczególną uwagę.
Rozproszony punkt oporu powstał w polowej fortyfikacji czasowej, nie rozporządzającej odpowiednio silnemi urządzeniami ochronnemi. Powstał jako konieczność. Z pomiędzy dwóch alternatyw: być zniszczonym lub istnieć w utrudniających walkę warunkach rozproszenia, obrońca wybrał zło mniejsze - rozproszenie, które umożliwiało mu istnienie na polu walki. Lecz środek ten, stosowany z musu w fortyfikacji improwizowanej, nie jest godny fortyfikacji stałej, która może opierać się najsilniejszym ogniom przeciwnika.
Rozproszony punkt oporu posiada następujące braki:
1. dowodzenie nim przedstawia duże trudności. Zmniejsza to wartość działania ogniowego. Dowódcy są niejednokrotnie oddaleni od wykonawców i pozbawieni bezpośredniego na nich wpływu. Zmniejsza to wartość zaciekłości oporu; może być niejednokrotnie przyczyną upadku ducha.
2. Rozproszenie kosztuje bardzo drogo, o ile poszczególne urządzenia mają odpowiadać nowoczesnym wymaganiom technicz-
— 26 —
nym. Zawsze będzie ekonomiczniej grupować je razem w jednym bloku.
3. Wytrzymałość wielkiej masy betonu jest znacznie większa niż drobnych urządzeń betonowych. Energja żywa pocisku, uderzającego w beton, musi być pochłonięta przez jego masę. W przeciwnym wypadku schron betonowy bądź ulega zniszczeniu, bądź przewróceniu. A co nam przyjdzie ze schronów, których strzelnice zostaną skierowane w niebo lub do ziemi, albo też zwrócone w fałszywych, nieprzewidzianych kierunkach?
Ponadto wstrząs moralny, jakiemu ulegają obrońcy wskutek drgań budowli betonowych podczas wybuchów potężnych pocisków, wymaga utworzenia komór odpoczynkowych, umieszczonych głęboko i zabezpieczonych doskonale przed drganiami. Niema mowy o zabezpieczeniu w ten sposób drobnych schronów betonowych.
4. Zaleta, że fortyfikacja rozproszona w danym punkcie oporu
lepiej dostosuje się do terenu, ostrzeliwując wszelkie martwe pola, jest tylko pozorna. Bombardowanie i prace przeciwnika szybko zryją powierzchnię punktu oporu masą rowów i lejów, jednem słowem wytworzą masę martwych pól.
Nieprzyjaciel wtargnie łatwo w strefę schronów bojowych, które nie będą zdolne bronić się samodzielnie. Obowiązek ten spadnie na piechotę, która będzie musiała wyczerpywać się w walkach na bliską odległość w tej samej strefie. W rezultacie cały plan ogni traci na wartości.
Inaczej przedstawia się rzecz z punktem oporu skoncentrowanym, t. j. z fortem. Może on posiadać zdolność samodzielnej obrony, bez pomocy piechoty z zewnątrz, na bliską odległość, a to zapomocą broni przedewszystkiem o torze stromym: ponadto może być łatwo wspomagany przez sąsiednie forty lub artylerję bezpośredniego wsparcia odcinka ogniem, wprost na fort wymierzonym.
5. Flankowanie zapomocą rozproszonego punktu oporu
posiada wartość bardzo ograniczoną. Artylerja, koncentrująca swój ogień na takim punkcie oporu, sprowadza poważne spustoszenia. Obrońcy, którzy stwierdzili, że rozproszenie stanowi zabezpieczenie przed skutkami ognia, będą mieli tendencję rozszerzania swych stanowisk na prawo i na lewo, jak to niejednokrotnie widziano w polowych punktach oporu. W rezultacie dojdziemy do uformowania rozproszonej pozycji ciągłej, gdzie flankowanie sąsiednich punktów oporu i przerw straci na wartości. Inaczej rzecz się ma
— 27 —
z fortem, którego obrońcy pod huraganowym ogniem czują się lepiej w forcie niż nazewnątrz, którzy nie mogą i nie chcą wyjść; charakterystyczny przykład dawały forty Verdun, zapełnione niejednokrotnie setkami żołnierzy z sąsiednich odcinków, chroniących się do fortów przed bombardowaniem.
W ten sposób fort będzie nadal odosobnionym punktem oporu, a więc zdolnym do flankowania zarówno sąsiednich fortów jak i przerw pomiędzy niemi.
Pozycja oporu będzie wytyczona ciągłą linją fortów, które staną się jej kośćcem, nadzwyczaj mocnym, które zaznaczą wybitnie w terenie wolę trzymania się i do których dostosuje się całość obrony. Wzmoże to niewątpliwie jej uporczywość i wartość.
Lecz, powiadają niektórzy, fort jest gniazdem dla bomb nieprzyjacielskich; należy raczej unikać tej pułapki, niż do niej wchodzić. Jeżeli tak jest, mówi Chauvineau, to dlaczego zwolennicy tej teorji usiłowali w pierwszym okresie bitwy pod Verdun wysadzać opuszczone forty? Należało robić wprost przeciwnie: zapraszać nieprzyjaciela do wejścia do fortów, które miały być pułapkami. Widocznie sami zwolennicy teorji o bezwartościowości i niebezpieczeństwie fortów nie byli jej zbyt pewni. W drugim okresie bitwy pod Verdun poglądy te uległy radykalnej zmianie; usiłowano wyzyskiwać forty dla walki, lecz w wielu wypadkach chęci te były już spóźnione.
"Haubice - potwory - mówi Polański - poczynią straszne spustoszenia; będą one jednak czysto lokalnego charakteru. Fort odegra rolę piorunochronu, który odciągnie wszystkie potężne środki natarcia i zginie, wypełniwszy z honorem swoje zadanie".
Lecz właśnie o to idzie, by fort był piorunochronem dla własnej piechoty, by materjałowi natarcia przeciwstawiał martwy materjał, t. j. beton i pancerz.
Zresztą Chauvineau nie ogranicza roli fortu do martwego piorunochronu i do honorowego pogrzebu. Fort ma brać czynny udział w walce, osłaniając, wspierając i zastępując piechotę. Wystarczy tylko, żeby był racjonalnie zbudowany z wykorzystaniem wszelkich doświadczeń wojny światowej. A ponadto, by był racjonalnie umieszczony. Wówczas będzie walczył i trwał.
Przyjrzyjmy się więc, jakim wymaganiom musi odpowiadać nowoczesny punkt oporu, t. j. fort. Przestudjujmy jego niezbędne elementy.
— 28 —
Ażeby wypełnić swoje zadanie nieprzepuszczenia przeciwnika, fort będzie musiał posiadać odpowiednie uzbrojenie, mogące działać w przerwach, ku przodowi i ku tyłowi. Działanie tych broni będzie miało miejsce tylko na bliską odległość (od 1 do 3 km) i w zasadzie ogniem bezpośrednim. To też z reguły należy wyeliminować z fortu artylerję, przeznaczoną do walki na wielką odległość. Zadanie to lepiej wypełni artylerja ruchoma, umieszczona wtyle, rozporządzająca obserwatorjami, balonami i płatowcami. Uzbrojenie fortu - to broń opanowująca lokalny wycinek pola walki.
A więc dla działania w przerwach i ku tyłowi będą niezbędne tradytory z działami flankującemi, jako broń najbardziej skuteczna, doskonale zabezpieczona i niezawodna. Ze względu na warunki działania na polu lejowem, pożądane byłoby wprowadzenie do tradytorów obok armat także i haubic. Również karabiny maszynowe dopełnią uzbrojenia tradytorów.
Dla działania we wszystkie strony, przedewszystkiem dla własnej obrony fortu, służyć będą wieże pancerne z krótkiemi działami 75, które będą odgrywały rolę dział piechoty, oraz wieże z karabinami maszynowemi. Niezbędne będą opancerzone obserwator ja dla kierowania ogniem.
O ile przy umieszczeniu fortów dobrze wyzyska się ukształtowanie terenu, o ile odległości między niemi będą niewielkie (Chauvineau wyznacza 1 do 1,5 km), wówczas przejście pomiędzy fortami i dalsze posuwanie się oddziałów nieprzyjaciela będzie wykluczone. Trzeba będzie zdobyć uprzednio forty, które przedewszystkiem będą bombardowane, a następnie mogą być oblegane.
Fort musi więc przedewszystkiem wytrzymać bombardowanie, a następnie musi mieć możność trwania i walczenia nadal, nawet w razie osaczenia. Forty Verdun wykazały doskonałą odporność betonu i pancerzy na bombardowania, natomiast słabą odporność wobec działań oblężniczych nieprzyjaciela, który się na forcie i dookoła niego usadowił.
Nowoczesny punkt oporu, dzięki swej masie betonu i pancerzom, również przetrwa bombardowania. Lecz trzeba wykorzystać bogate doświadczenia, zwłaszcza z pod Verdun, by móc wytrzymywać skutecznie oblężenie i walczyć mimo osaczenia.
Jakież to są doświadczenia?
Fort 1914 roku ginął przedewszystkiem dzięki podziemnym komunikacjom, które przebiegały z podwalni głównych do kojców, umieszczonych za rowem, w przeciwszkarpie, t. j. od strony nie
— 29 —
przyjaciela. Komunikacje te, t. zw. poterny, nietylko, że często były przebijane przez bombardowanie, ale ponadto były temi drogami podziemnemi, któremi wdzierało się natarcie, posuwając się naprzód zapomocą granatów ręcznych i miotaczy płomieni.
Poza tem nieprzyjaciel okopywał się na wierzchu fortu, wykorzystując ziemię, przeznaczoną dla dawnych stanowisk piechoty, i zapomocą różnych przykrych środków, jak gazy i płomienie, które wprowadzał w strzelnice i inne otwory, utrudniał życie obrońcom. Fort był bezsilny wobec tych natrętów, którzy usadawiali się na jego grzbiecie i w jego pobliżu, i ginął powoli, głównie przez uduszenie.
Ażeby osiągnąć w tej walce sukcesy, umożliwiające jej trwanie, fort musi być przedewszystkiem zupełnie hermetyczny. Należy więc znieść poterny, kojce przeciwszkarpy, a tem samem i rów. Następnie należy odebrać nieprzyjacielowi możność usadawiania się na powierzchni fortu. Stanowiska dla własnej piechoty na wierzchu fortu są zupełnym przeżytkiem wobec potęgi nowoczesnych bombardowań; ziemia i wały są tam niepotrzebne a nawet szkodliwe. Nawierzchnia nowoczesnego fortu - to tylko beton i stal. Przeciwnik nie będzie mógł teraz okopać się na forcie; będzie on niszczony natychmiast ogniem karabinów maszynowych i dział z pod pancerzy tegoż fortu oraz z fortów sąsiednich. Własna artylerja bezpośredniego wsparcia odcinka zasypie również fort ogniem lekkich kalibrów, nie przyczyniających mu szkody. Piechota odcinka zasypie go ogniem swoich karabinów maszynowych. Nieprzyjaciel szybko zostanie zmieciony z powierzchni fortu.
Ten sposób działania ma swoją historję: został z powodzeniem wypróbowany na forcie Vaux, gdzie artylerja francuska spędzała Niemców, którzy się na osaczonym forcie usadowili; lecz na forcie Vaux można się było okopać.
Nowoczesny fort nie będzie więc bezbronny wobec nieprzyjaciela, który go osacza. Przeciwnie nawet, fort taki będzie miejscem, którego nieprzyjaciel raczej będzie unikać.
Ażeby jednak zabezpieczyć się zupełnie przed działaniem gazów oraz zapewnić zaopatrzenie w wodę i żywność a także luzowanie przemęczonej załogi, fort powinien być połączony z dalszemi tyłami zapomocą chodnika podziemnego, biegnącego na wielkiej głębokości.
Chodnik ten umożliwi zaczerpywanie świeżego powietrza w strefie niezatrutej i zapewni odpowiednią wentylację przez nad-
— 30 —
miar ciśnienia powietrza. W ten sposób gazy nie będą mogły dostawać się do wnętrza przez strzelnice i inne drobne otwory. Umożliwi się ponadto doprowadzanie światła i energji elektrycznej. Podobne chodniki podziemne zostały wykonane w Verdun dla niektórych fortów już podczas walk; są one obecnie niezbędne.
Widzimy więc, że nowoczesny punkt oporu będzie hermetyczny.
Przeciwnikowi prawdopodobnie nie pozostanie nic innego, jak walka minowa w celu wysadzenia fortu; lecz walka ta wymaga długiego czasu, a ponadto może być bezskuteczna w razie minowej obrony podziemnej zapomocą chodników, w tym celu przygotowanych. Chauvineau jednakże o walce tej nie wspomina.
Całokształtu urządzeń fortu dopełnią izby wypoczynkowe, położone głęboko i zabezpieczone od wstrząsów, aczkolwiek możność luzowania przez tunel umożliwia łatwiejsze wytrwanie.
Chauvineau przestrzega przed budową fortów zbyt wielkich, jako zbyt kosztownych, trudnych do dowodzenia a wypełniających te same zadania. Woli on forty mniejsze, natomiast gęściej ugrupowane.
Fort Chauvineau to potężna budowla betonowa, lekko stercząca nad powierzchnią ziemi, na podobieństwo olbrzymiej skorupy żółwia. Zatopione w betonie kopuły wież pancernych lekko wystają nad powierzchnią tej skorupy. Całość, o formach znikających, posiada od tyłu ścianę tradytorów, której strzelnice panują na boki, wtył i ukośnie ku przodowi. Wszystko otacza sieć drutu kolczastego, która jednakże ma podrzędne znaczenie (szkic Nr. 4).
Niema w nim miejsca na piechotę; są tam sami specjaliści: strzelcy maszynowi, artylerzyści, telefoniści, elektromechanicy. Liczba ich jest ograniczona i dla fortu o wymiarach jak na szkicu Nr. 4, posiadającym 10 dział i 10 k. m. (8 dział i 8 k. m. w tradytorach, 2 działa i 2 k. m. pod kopułami pancernemi), będzie wynosiła około 60 do 70 ludzi. W razie walk minowych dojdą jeszcze saperzy minerzy. Mamy tu prawdziwe zastąpienie sił ludzkich przez beton, pancerz i maszyny. Mamy tu ekonomję sił.
Rzecz oryginalna, że pomysły podobnych fortów powstały już bardzo dawno, podczas kryzysu 1885 roku, wywołanego zjawieniem się pocisków minowych i szrapnelowych. Wówczas to von Sauer domagał się ukrycia środków obrony w wieżach pancernych, a w rok później major francuski Mougin przedstawił opracowany w szczegółach projekt takiego fortu, który posiadał podziemną komunikację z tyłami, był blokiem betonowym, herme-
|